Lawiny – Szkoła przetrwania cz. II

Marcin Kacperek

Zdolność oceny zagrożenia lawinowego i unikanie go to jedno z najbardziej złożonych zagadnień dotyczących bezpieczeństwa w górach. Z drugiej strony znaczna większość wypadków lawinowych w Tatrach Polskich jest efektem ignorowania najbardziej podstawowych reguł, a nie zagubienia w subtelnościach problemu. Rosnące zainteresowanie narciarzy i snowboardzistów jazdą poza trasami ma szansę spowodować, że wkrótce zajmą oni wśród ofiar lawin pozycję grupy najliczniej reprezentowanej.

Kiedy jesteśmy już w danym rejonie (np. Zakopanem), dla doboru konkretnych celów istotne są warunki ogólnie i w odniesieniu do naszej planowanej trasy. Równolegle interesuje nas kondycja i samopoczucie zespołu – czynnik ludzki kontrolujemy na każdym etapie.
Podstawowym źródłem informacji są komunikaty lawinowe dla naszej okolicy. Trzeba pamiętać, że z naturalnych przyczyn komunikaty są opóźnione w stosunku do warunków. Jeśli ogłoszony jest konkretny stopień, ale od rana pada śnieg, wieje wiatr lub, co najgorsze, oba te czynniki występują łącznie, należy spodziewać się, że realne zagrożenie będzie wyższe niż prognoza z komunikatu. Osoby nie mające bardzo dużego doświadczenia powinny założyć, że przy trzecim stopniu zagrożenia nie opuszczają przygotowanych tras. Jest to najbardziej zdradliwy stopień, ponieważ umożliwia jeszcze działanie ekspertom, ale bezpieczny teren jest poważnie ograniczony i bardzo łatwo o popełnienie pomyłki. Przy pierwszym i drugim stopniu należy wciąż poważnie traktować komunikaty i unikać wyszczególnionych tam obszarów szczególnego zagrożenia. Potrzebny do tego jest kompas, wysokościomierz i mapa, oraz rozumienie podstawowych terminów opisujących formy terenu. Komunikaty określają wystawę i nastromienie zagrożonych stref oraz szczególnie narażone formacje.
Z reguły będą to wklęsłe formacje i pobliża grani – zwłaszcza po stronie zawietrznej. Używane w komunikatach określenie „strome stoki” odnosi się do stoków stromszych niż 30 stopni, ale jeśli nie chcemy wdawać się w pomiary nachylenia z mapy ani w terenie, należy niestety rozumieć to jako „stoki strome na tyle, że jazda zaczyna być przyjemna”. Warto pamiętać, że każdy stok przetykany skałami lub spadający skałami należy uznać za mający powyżej 40 stopni nachylenia, ponieważ wartości liczbowe dotyczące stromizn zagrożonych stoków odnoszą się do ich najstromszych miejsc, a nie miejsc, na których się znajdziemy.
Jeśli komunikat informuje nas, że miejsca szczególnie zagrożone to strome stoki o konkretnej wystawie, najbezpieczniej jest całkowicie ich unikać ograniczając swoje działania do innych ekspozycji.

Kiedy po analizie komunikatu lawinowego uznamy jakąś okolicę za względnie bezpieczną i znajdziemy się w terenie, musimy właściwie wybierać trasę zjazdu i być wyczuleni na obecność oznak alarmowych. Stopnie zagrożenia podaje się dla większych obszarów, więc w odniesieniu do konkretnych, pojedynczych stoków każdorazowo musimy polegać na własnej ocenie. Bardzo ważne jest porozumiewanie się i mówienie wyraźnie o poczuciu zagrożenia, aby uniknąć sytuacji, w której każdy po cichu myśli, że jest zbyt niebezpiecznie, ale idzie dalej myśląc, że cała reszta ma odmienne zdanie.

Właściwy dobór trasy zjazdu wymyka się przekazowi pisanemu – niezbędna jest demonstracja w terenie. Generalnie należy:
• za wszelką cenę omijać depozyty odłożone przez wiatr,
• w stromym terenie jeździć pojedynczo, a nie równocześnie i zatrzymywać się w bezpiecznych miejscach,
• działać w zorganizowany i zdyscyplinowany sposób, jak chodzi o wybór trasy zjazdu, kolejność itp.
• na ile to możliwe unikać wklęsłych formacji w terenie,
• komunikować się w zespole, aby nie dopuścić do sytuacji, w której cztery osoby decydują się działać, a każda myśli „Groźnie to wygląda. Gdybym był sam, to bym zawrócił, ale skoro inni idą…”.

Omijanie depozytów odłożonych przez wiatr jest tak istotne, że należy mu się osobne rozwinięcie.
Wiatr transportując spadający lub podniesiony śnieg mieli kryształy do rozmiaru wzmagającego znacznie oddziaływanie sił międzycząsteczkowych. Ten zmielony materiał jest odkładany i ubijany w turbulencjach – najczęściej za przeszkodami lub w miejscach, gdzie wiatr wprost uderza w zbocza. Klasyczne wręcz lokalizacje takich depozytów to pobliża grani, zbocza spadające spod przełęczy, podnóża skalnych ścian i okolice wystających skałek oraz wszelkiego rodzaju wklęsłości terenowe, czyli żleby i depresje.
Takie płyty, zwane po polsku deskami, mogą mieć bardzo zróżnicowaną twardość. Większość wypadków narciarskich zdarza się z miękkimi lub bardzo miękkimi, ale można to związać z faktem, że bardzo twarde nie są atrakcyjnym podłożem do jazdy. Ze względu na kohezję między kryształami i udział wiatru w powstawaniu ich, deski nie tylko przenoszą obciążenia, ale same potrafią być bardzo ponaprężane wewnętrznie. Przy słabym połączeniu z warstwami poniżej (lub gruntem) nawet niewielkie dodatkowe obciążenie może zadziałać jak zwolnienie sprężyny i uruchomić pole śnieżne.
Małe, choć wciąż niebezpieczne depozyty będziemy napotykać nieomal zawsze, bo w górach z reguły wieje chociaż trochę. Dużych możemy spodziewać się zawsze, kiedy powierzchnia śniegu pokazuje ślady działania wiatru lub wiemy o silnych wiatrach w niedawnej przeszłości z innych źródeł.
Charakterystyczną cechą desek ze śniegu zmielonego wiatrem jest bardzo mały rozmiar kryształów, mających czasem nawet 0,1 mm i wynikająca z niego ostrość krawędzi śladu, czy dziury zrobionej kijkiem. Jeśli są one bardzo ostre i nie osypują się, na pewno mamy do czynienia z warstwą mogącą ruszyć w całości. Decydujące jest jej połączenie z podłożem i wewnętrzne naprężenia, ale tych nie mamy możliwości ocenić.

Oznaki alarmowe to sygnały, które w przypadku zaobserwowania nie mogą zostać zignorowane – jeśli je napotkamy należy uznać powrót za jedyną słuszną opcję.

• Odgłosy wydawane przez zapadanie się górnych warstw pokrywy (od syknięć do głębokiego „wummm”) i towarzyszące im pęknięcia.
• Samoczynnie schodzące lawiny.
• Wyzwalanie lawin na odległość.
• Wyczuwalne wibracje pokrywy, po której idziemy lub jedziemy.

Osobom mniej doświadczonym rekomendowałbym traktowanie w ten sam sposób sygnałów, które nie muszą bezwzględnie oznaczać konieczności zawrócenia, ale są bardzo niepokojące.

• Pękanie pokrywy śnieżnej w szczytach zakrętów śladu podejścia na nartach lub przy tupnięciu nartą w bok od śladu.
• Konieczność poruszania się po warstwie o dużej kohezji (ostre krawędzie śladu – patrz wyżej)
• Łatwość poruszenia w dół stoku odciętego (obkopanego) bloku śnieżnego, który wyraźnie zsunie się po głębszych warstwach.

Pełna wersja powyższego testu to blok o powierzchni 3 metrów kwadratowych, na który wchodzimy na nartach, ale nawet znacznie mniejsze klocki ciągnięte rozpostartymi dłońmi lub łopatką pozwalają czasem zobaczyć, że połączenie między warstwami jest słabe. Przy dużym bloku (podstawa 2 m i boki 1,5 m lub trójkąt równoramienny o podstawie 2m i wysokości 2m) wchodzimy na niego powoli i podskakujemy z początku delikatnie a potem coraz mocniej, aż po skoki z góry jednej i dwóch osób bez nart. Samoczynny poślizg, poślizg pod częściowym lub pełnym obciążeniem powoli wchodzącego narciarza, czy nawet przy pierwszych delikatnych podskokach trzeba uznać za oznaki niestabilności pokrywy – podczas jazdy generujemy obciążenia równoważne kilkukrotności wagi naszego ciała. Małe bloczki nie dają aż tak precyzyjnych informacji, ale łatwość ich poruszenia jest złą oznaką.

Wszelkie testy należy przeprowadzać w absolutnie bezpiecznych miejscach i pamiętać, że pokrywa nigdy nie jest jednorodna i uzyskujemy informacje tylko i wyłącznie na temat właśnie sprawdzonego miejsca!

Z powyższego wynika prawdziwe stwierdzenie, że stabilny blok nie jest dla nas zielonym światłem i nie powinien dawać poczucia bezpieczeństwa, ale niestabilny jest uzasadnionym sygnałem do odwrotu… Gra z lawinami niepokojąco przypomina mecz piłkarski, w którym tylko jedna drużyna ma bramkę.

Strony: 1 2

  1. Brak komentarzy
  1. Brak jeszcze trackbacków