Buty wspinaczkowe – jak wybrać? jak dbać?
Jacek Trzemżalski
Dobrze dobrane buty szybko stają się największym wspinaczkowym sojusznikiem. Kiedy możemy polegać na butach, czujemy, że warto inwestować czas w trening i podnoszenie umiejętności, a co za tym idzie poziomu. Choć historia wspinaczki skalnej ma grubo ponad 100 lat, to historia buta wspinaczkowego z prawdziwego zdarzenia jest niemal 2 razy krótsza.
Oczywiście od początku zmagań człowieka ze skałą szukano najlepszego wyposażenia dla nóg. Dobra technika wymaga przede wszystkim wykorzystania nóg jako siły napędowej, bowiem mięśnie kończyn dolnych są bez porównania silniejsze niż mięśnie ramion. Bez dobrych butów nawet najlepszy wspinacz okazuje się bezbronnym barankiem.
Trochę historii
Przez wiele lat uważano, że odpowiednie buty do wspinaczki skalnej (głównie w górach) to obuwie z twardą podeszwą wyposażone w bieżnik. Te same buty służyły zresztą do podejścia pod ścianę. Tymczasem już na początku XX wieku (około 1910 roku) najlepsi wspinacze skalni używali zgoła odmiennego obuwia, przypominającego raczej buty baletowe czyli baletki – miękkie butki o filcowej podeszwie. Przykładem tej samej filozofii są słynne rosyjskie „gałoszki”. Takie buty pozwalały wyczuć najmniejsze niuanse rzeźby skalnej i choć prawie nie dawały pomocy w sytuacji stawania na tarcie, to można śmiało powiedzieć, że współczesne buty wspinaczkowe są etapem ewolucji „gałoszek”.
W 1948 roku Pierre Allain konstruuje pierwsze buty stricte do wspinaczki skalnej o gładkiej gumowej podeszwie. Podobną filozofię prezentują pierwsze prawdziwie legendarne buty wspinaczkowe, czyli model Super Gratton firmy E.B. (Emil Bourdoneau). Super Grattony stały się na długie lata prawdziwą wizytówką wspinaczki skalnej i towarzyszyły postępowi w stopniach trudności aż do początku lat 80-tych XX wieku. Super Grattony były dość dobrze dopasowane do nogi, jednak ich praca tarciowa pozostawiała wiele do życzenia. Wszystko zmieniło się w 1981 roku…
Wtedy to niejaki Miguel Angel Gallego z hiszpańskiej firmy Boreal zastosował w butach wspinaczkowych gumę używaną w oponach samolotów odrzutowych i samochodów wyścigowych. Tak powstała podeszwa super friction i pierwszy model, który został w nią wyposażony – czyli Fire. Lata 80-te, czyli przełom w postępie pokonywanych trudności skalnych, to właśnie era butów Fire („firezów” jak były czasem nazywane w Polsce). Kto chciał się liczyć we wspinaczce, musiał mieć „Fajery”! Dość powiedzieć, że w pierwszym roku dystrybucji modelu Fire w USA sprzedano 13 tysięcy par! Niedługo powstała bardziej miękka wersja Fire, czyli Ballet.
Konkurencja Boreala zwarła szeregi i w niedługim czasie na rynku pojawiły się modele innych firm wyposażone w odmiany gumy super friction. Tak zaczął się wyścig producentów, który trwa do dziś.
Zanim sam zakupiłem swoje pierwsze buty wspinaczkowe, a było to na przełomie lat 1989-1990, przeszedłem oczywiście etap korkera. Do wspinaczki stosowało się zwykłe piłkarskie gumowe korkotrampki, którym odcinało się korki, a czubek podklejało tzw. mikrogumą. Rozwiązanie takie dawało mi możliwość uprawiania wspinaczki w piaskowcach czarnorzeckich i Tatrach, ale raczej w dolnej tabeli stopni trudności. Rozwój poziomu nie był sprawą łatwą. Po prawdziwe buty wybrałem się więc do Krakowa, a konkretnie do dawno nie istniejącego komisu wspinaczkowego na ulicy Topolowej. Zakupiłem tam buty firmy Dolomite, model Emotion, sygnowane przez samego wielkiego Patricka Edlingera. Podobne buty grają jedną z głównych ról w kultowym filmie „Arrowhead”.
Buty te potwornie katowały mnie w ścięgno Achillesa, ponadto profil był wygięty ku górze, co nadawało im niekorzystną cechę „łódeczkowania”. Sprawdzały się znakomicie na tarciowych drogach w Czarnorzekach, za to na Jurę były takie sobie. Pozwoliły mi jednak na osiągnięcie poziomu VI.3 pod Krakowem. Pamiętam, jak przed finalnym atakiem na słynnego Pół Palca VI.2+ na Turni Długosza, legenda polskiego wspinania z ciekawości wzięła moje buty do ręki i usłyszałem krótką recenzję:
- „Co za beznadziejne buty” (wersja ocenzurowana).
Ja jednak byłem moimi Dolomitami zachwycony, bo różnica między nimi a korkerami była kolosalna!
Potem wspinałem się w wielu modelach butów różnych firm, ale o emocjonalnym stosunku do tej wspinaczkowej broni niech świadczy fakt, że potrafię je wszystkie wymienić!
Strony: 1 2
