Simone Moro – rozmowa po zdobyciu zimą Gasherbrum II

Simone Moro

Simone Moro (ur. 27 października 1967 w Bergamo). Z wykształcenia bibliotekarz, trener pływania, przewodnik górski i oficer wojska włoskiego, ale przede wszystkim wspinacz skalny. Poprowadził ponad 30 dróg w trudnościach 8a-8b+. W latach 1992-96 pracował jako trener Narodowej Włoskiej Kadry Wspinaczki Sportowej (F.A. .S.I.). W 2001 roku podczas próby zdobycia Lhotse na wysokości 8000 metrów przerwał wspinaczkę, aby odszukać i ratować brytyjskiego alpinistę Toma Mooresa. Za ten wyczyn Moro został nagrodzony przez UNESCO nagrodą Fair Play.

Główne dokonania w górach wysokich:
1993 – Aconcagua (6962 m) – pierwsze zimowe wejście;
1994 – Lhotse (8511 m);
1996 – Fitz Roy (3341 m) – zachodnią ścianą;
1997 – Lhotse (8511 m);
1999 – Pik Korżeniewskiej (7105 m), Pik Lenina (7134 m), Chan Tengri (7010 m);
2000 – Mount Everest (8848 m);
2002 – Mount Vinson (4892 m) Antarktyda, Cho Oyu (8153 m), Mount Everest (8848 m);
2003 – Broad Peak (8051 m);
2004 – Baruntse (7220 m) Himalaje – nowa droga na północnej ścianie;
2005 – Shisha Pangma – pierwsze zimowe wejście wspólnie z Piotrem Morawskim;
2006 – Mount Everest (8848 m) – trawers przez szczyt od południa na północ;
2008 – Beka Brakai Chhok (6950 m) Karakorum – pierwsze wejście, w stylu alpejskim;
2009 – Makalu – pierwsze wejście zimowe wraz z Denisem Urubko;
2010 – Mount Everest (8848 m) – wejście i powrót do bazy w 48 godzin;
2011 – Gasherbrum II – pierwsze zimowe wejście z Denisem Urubką i Cory Richardsem.

Magazyn Górski: Miałem już przyjemność gratulować Ci osobiście, dzięki łączu satelitarnemu z bazą pod G2 podczas targach Ispo w Monachium, ale jeszcze raz: wielkie gratulacje! Przybliż czytelnikom, jakie główne trudności niesie za sobą zimowa eksploracja najwyższych gór, a zwłaszcza ośmiotysięczników w Karakorum. Dlaczego przed Wami nikomu nie udało się wejść na 8000 szczyt w Karakorum?
Simone Moro: Zawsze w przypadku takiego pytania wspominam pierwszą próbę Macieja Berbeki na Broad Peak w 1988 roku. Doszedł do wysokości 8035 metrów (tzw. Rocky Summit) i pokazał wszystkim, że zimowa wspinaczka w Karakorum jest możliwa. Przedtem i potem nikomu nie udało się osiągnąć takiej wysokości. W sumie 17 zimowych ekspedycji na najwyższe szczyty w Pakistanie musiało się wycofać. Moim zdaniem wynikało to przede wszystkim z faktu, że wspinali się w tradycyjnym stylu, który charakteryzują wielokrotne wyjścia w górę w celu założenia obozów i czekanie na długie okno pogodowe. Jest to idealny sposób zdobywania szczytów latem, ale w zimie trzeba być gotowym na wykorzystanie 24-48 godzin dobrej pogody. Drogą do sukcesu jest dobra aklimatyzacja jeszcze przed dotarciem do obozu głównego albo wykorzystanie w tym celu okresów gorszej pogody. Samo okno pogodowe, które w ziemie może zdarzyć się 1 lub 2 razy można wtedy wykorzystać na szybki i lekki atak szczytowy. W ten sposób wspinał się Berbeka w 1988 roku i doszedł naprawdę blisko szczytu. Mam wiele szacunku dla jego dokonań i wszystkich polskich wspinaczy takich jak Kukuczka, Wielicki czy niezapomniany Zawada.

MG: Jakie trudności techniczne występują podczas wspinaczki na G2?
Simone Moro: G2 nie jest łatwą górą, możliwe że najbardziej niebezpieczną z wszystkich 5 ośmiotysięczników w Pakistanie. Nie mieliśmy lin poręczowych – znaleźliśmy stare zamarznięte liny w kilku miejscach; nie mieliśmy drabin, by przekraczać szczeliny; nie było śladów po starym szlaku, więc było trochę tak jakbyśmy wspinali się po raz pierwszy. Do poziomu 6500 metrów wszędzie są seraki i szczeliny. Potem wspinaczka jest już nieco bezpieczniejsza, ale bardzo długa – zwłaszcza, gdy nie jest się dobrze zaaklimatyzowanym i trzeba wracać w złej pogodzie. Zawsze należy patrzeć na G2 i inne wysokie szczyty z szacunkiem, tym bardziej gdy jest się na górze w małej grupie i poza głównym sezonem.

MG: Podaj logistykę wyprawy. Dlaczego zdecydowałeś się działać zimą w tak małych zespołach – wcześniej na Makalu, a teraz na G2?
Simone Moro: To jest klucz do sukcesu: najnowocześniejsza i najbezpieczniejsza forma alpinizmu. Ciężki klasyczny styl sprawia, że ekipa jest wolniejsza, a w zimie potrzeba dokładnie czegoś przeciwnego – szybkości. Oczywiście w dużej grupie można rozłożyć obciążenie i zmieniać się na górze, ale nie jest to dobry pomysł w zimie. Pierwsza okazja, jaka się nadarzy powinna być wykorzystana na atak szczytowy, a nie żmudne zakładanie obozów. Ta praca może być wykonana, a nawet musi być wykonana w czasie złej pogody. Tak działaliśmy w 2009 roku z Denisem na Makalu i w 2005 roku z polską ekipą na Shisha Pangma. Wtedy było nas tylko 4 na górze, a do ataku szczytowego ruszyliśmy z Piotrem Morawskim z 6500 metrów wykorzystując 48 godzin wietrznej, ale dobrej pogody. Jak widać już po raz trzeci ten lekki i szybki styl sprawdził się w zimie.

MG: Podaj szczegóły Waszej wspinaczki – czy trudniej było wejść na szczyt, czy wrócić do bazy?
Simone Moro: Oczywiście powrót do bazy jest najtrudniejszy. Byliśmy zmęczeni, rozpętała się niesamowicie silna burza, widoczność spadła do zera. Wspinaczka była długa i trudna, ale powrót był prawdziwą walką o życie. Zostaliśmy porwani przez lawinę i wielokrotnie wpadaliśmy do szczelin. To wszystko po 6 dniach na górze! Głęboki śnieg zakrył wszelkie szczeliny, więc musieliśmy wykorzystać całe nasze doświadczenie, uwagę i szczęście, by przeżyć…

MG: Jakiego sprzętu używałeś podczas ataku szczytowego?
Simone Moro: Używałem sprzętu The North Face z linii Summit Series czyli m.in. namiotu Mountain 25, plecaka Prophet 52, kombinezonu Himalayan Suit, rękawiczek Nuptse i bluz Super Siula. Używam czekanów, raków, uprzęży i sprzętu Camp, butów La Sportiva (Olympus Mons), gps-a Garmin i bielizny termicznej oraz skarpetek Accapi.

Strony: 1 2 3

  1. Brak komentarzy
  1. Brak jeszcze trackbacków