Mateusz Haładaj – Rozmowa o najwyższych cyfrach, kontuzjach i przyszłości

Mateusz Haładaj, fot. Jacek Matuszek | Climb.pl

Mateusz Haładaj jest jednym z dwóch polskich wspinaczy, którzy mogą powiedzieć najwięcej o francuskim stopniu 9a. Pokonał trzy drogi o takich trudnościach oraz sześć linii ocenionych na 8c+, ze słynną Biographie na czele. Od jakiegoś czasu Mateusz mieszka i trenuje w Krakowie, przez co kontakty z redakcją Magazynu Górskiego stały się o wiele częstsze. Przedstawiamy zapis jednej rozmów przeprowadzonych w 2011 roku.

Magazyn Górski: Mateusz – od dawna zbierałem się, żeby z Tobą dłużej porozmawiać na temat twoich najlepszych przejść, ale jakoś ciągle nie było okazji, a rozmowy w skałach ciężko spisuje się potem na papier. Bardzo się cieszę, że wreszcie udało nam się spotkać przy kawie, tym bardziej, że właśnie wyjeżdżasz na trip do Hiszpanii, gdzie jak wiem, masz się wspinać z naszym redakcyjnym kolegą Bogdanem Rokoszem. Opowiedz krótko, jakie macie plany na maj?
Mateusz Haładaj: Lecę jak zwykle do Reus. Wiem, że Bogdan ma plan wspinać się w Santa Linya. Nasza znajoma Finka Leena, która mieszka od jakiegoś czasu w Lleidzie, obiecała że udostępni nam swojego vana. Chcę Bogdana namówić na odwiedzenie północy Katalonii: Tres Pons i Oliany, Zwłaszcza ten pierwszy jest dla mnie w tej chwili jak najbardziej wskazany, bo mam kontuzję palca i nie nastawiam się na początek na jakieś hardcory. Muszę jeszcze kurować ten palec.

MG: Co sobie zrobiłeś?
MH: Prawdopodobnie uszkodziłem troczek i to na dodatek w fakerze.

MG: Wiesz, kiedy to się stało – tzn. wyczułeś to? Czy to typowa kontuzja przeciążeniowa?
MH: Wiem kiedy. Poszedłem na ściankę w Łodzi i nie rozgrzałem się. Ktoś mi pokazał przystawkę Adasia Pustelnika po małych chwytach. Wstawiłem się szarmancko, ale była trudna. W końcu ją zrobiłem, ale następnego dnia to poczułem i jak rano dotknąłem palec, to wiedziałem, że jest nie najlepiej. Dwa tygodnie miałem zupełną przerwę – trenowałem tylko na siłowni. Potem powoli wróciłem do wspinania. Nie bolało mnie. Pojechaliśmy do Arco. Ostatniego dnia trochę mocniej przycisnąłem – zrobiłem 8a OS i następnego dnia wiedziałem, że znowu wróciło to samo. Teraz mam tę kontuzję już ponad 5 tygodni, a więc stan przewlekły. Zacząłem rehabilitację i na szczęście to pomaga faktycznie.

MG: Smarujesz czymś?
MH: Tak Ketonalem – przeciwzapalnie. Konsultowałem smarowanie z kilkoma osobami, które się wspinają i zarazem są rehabilitantami: Sabastianem Wutke i Małgosią Pieprzycką. Maść się wchłania tylko w kilku procentach, więc smarowanie jest bardziej dla psychy, choć nie można tego zaniedbać. Najważniejsze to żeby palec plastrować i nie obciążać w niewłaściwy sposób. W tej chwili jest już lepiej. Będę w podróży przez najbliższe dwa trzy dni, więc liczę na poprawę. Wyrestuję, więc powinno być spoko.

MG: Czy ta kontuzja krzyżuje jakieś Twoje plany?
MH: Nie ukrywam, że jest to lipa, bo chciałbym się powspinać sporo w tym sezonie na Frankenjurze. Tam, jak masz paluchy chore, to nie da się skutecznie wspinać, a już faker jest kluczowym palcem! Ale co tam – najwyżej schudnę 10 kg ;-)

MG: Patrząc na Ciebie – nie daję Ci żadnej szansy na taki wynik ;-) Ja mogę swobodnie schudnąć i 10 kg, ale Ty nie masz z czego! Masz już sporo sezonów za sobą i duże doświadczenie. Robisz jakieś zmiany w przygotowaniach do sezonu?
MH: Cały czas czerpię owocne wnioski z tego co robię. Przede wszystkim staram się nie przesadzać, nie ponosić emocjom. W zeszłym roku byłem bardzo bliski zrobienie Infinity 11 na Eldorado i nie zrobiłem tego tylko dlatego, że zaczął mnie boleć palec. Musiałem wyjechać. Niby zrobiłem tydzień przerwy – jakoś przeszło, ale jakbym został i zrobił tę drogę, to mógłbym sobie zrobić poważną krzywdę i miesiąc wspinania byłby z głowy. Ostatnio nie mam szczęścia i mam serię kontuzji. W zeszłym roku bolały mnie dwa troczki, ale pojechałem na kaloryfery i jakoś się udało. W tym roku widzisz: już miesiąc mi dokucza ten palec, a to jest jednak najważniejsza część w sportowym wspinaniu. Są osoby, które wspinają się mimo kontuzji, ale ja staram się tego unikać,

MG: Zabezpieczasz się jakoś?
MH: Tak – dbam o aminokwasy, które zwłaszcza przy kontuzjach bardzo się przydają. Staram się nie obciążać uszkodzonych części. Ostatnio Sebastian Wutke brutalnie mi uświadomił, że nie jesteśmy coraz młodsi. Mam 26 lat i zauważyłem, że nie jest tak łatwo wyjść z kontuzji, jak chcesz się cały czas wspinać.

MG: Zakładasz w ogóle okres totalnego odpuszczenia wspinania?
MH: Tak – jak najbardziej! Zimą robię okres odpoczynku, w tym roku np. 5 tygodni w ogóle się nie wspinałem. Najpierw chodziłem na basen, potem 2-3 tygodnie zupełnego lajtu. Ale może to jeszcze za mało, żeby się całkowicie zregenerować, bo jednak kontuzja zdarzyła mi się na samym starcie sezonu…

MG: Z kontuzjami różnie bywa. Czasami ludzie zaciskają zęby i wspinają się bez względu na kontuzję, robiąc sobie coraz większą krzywdę. Potem się okazuje, że tej czy tamtej drogi nie są w stanie zrobić, bo ona ma taki „kasujący” chwyt.
MH: No niestety – też znam takie osoby. Dlatego większość wspinaczy preferuje Hiszpanię czy Francję, bo wspinanie jest tam po prostu przyjemniejsze i bezpieczniejsze, a kontuzje są o wiele rzadsze. Na Frankenjurze możesz się skontuzjować w pierwszy dzień i to na ósemce…

Strony: 1 2 3 4

  1. Brak komentarzy
  1. Brak jeszcze trackbacków